

| globtroter.tv |
| Archiwum | ||
|
Mozambik jak młoda, piękna dziewczyna, nieświadoma własnej urody, skrzywdzona przez swoich i obcych, unosi hebanowe lico do góry i patrzy prosto przed siebie. Z siłą, z nadzieją. Nie potrafisz oderwać oczu – podziwiasz ją. Za szczerość, za zdolność wybaczania, za naturalne piękno, które ma w sobie. (...) Na próżno szukać tutaj kurortów, ciepłej bieżącej wody i czystej pościeli. W ofercie jest wyłącznie nocleg w tradycyjnej chacie oraz zimny prysznic pod gołym niebem. To naprawdę daje znacznie więcej przyjemności. (...) Ludzie pytani, czy boją się AIDS odpowiadają, że woleliby zarazić się HIV niż złapać malarię. Bo z HIV można jeszcze trochę pożyć. Malaria zabija od razu.
Kolejna część niepublikowanego wcześniej, ilustrowanego zdjęciami pamiętnika autora pierwszego w historii zimowego wejścia na szczyt Mt. Everestu.
200 metrów przed szczytem zaczynam się nagle zastanawiać nad sensem tego, co robię. Dywaguję sam ze sobą, czy warto tak się męczyć i co mnie pcha na górę. W końcu tam jestem. Na szczycie. Jest 15.31. Trochę późno, ale pogoda wygląda stabilnie. Zrzucam plecak, zjadam batona, piję herbatę i napój. Nie czuję ani satysfakcji, ani spełnienia. W zasadzie nie czuję nic. Mam w sobie pustkę i wrażenie, jakby zeszło ze mnie powietrze. Schodzę. O 19.00 docieram do "naszego" schronu. Iza gotuje wodę. Zdejmuję część ubioru. Sprawdzam stopy i nie zauważam żadnych oznak odmrożenia. Czuję się zmęczony. I dopiero teraz usatysfakcjonowany.
Zaczęło się od tego, że w marcu 2003 roku wybrałem się na spotkanie z Markiem Tomalikiem, dziennikarzem "National Geographic", który rok wcześniej w konwoju samochodów terenowych przejechał szlak Canning Stock Route w Australii Zachodniej. Chociaż sam dopiero co zakończyłem kilkumiesięczną ekspedycję dookoła olśniewająco pięknej Nowej Zelandii, nie mogłem oderwać oczu od obrazów krainy całkowicie odmiennej, surowej i bezlitosnej. Po zakończonej prezentacji zapytałem organizatora wyprawy, czy możliwe byłoby pokonanie szlaku rowerem. Ten wybuchnął śmiechem i odparł krótko: "Zapomnij!"
(...) Nagle, jadąc korytem wyschniętej rzeki, zobaczyłem zielone drzewo, a pod nim niewielką sadzawkę wypełnioną wspaniałą, czystą wodą. (...) czułem, że każda komórka mojego organizmu na nowo zbiera siły do dalszej jazdy. Damy radę!
Zapadający zmierzch nie oznacza, że fotograf może udać się na odpoczynek. Zmniejszona ilość światła czy brak ostrego słońca oświetlającego pejzaż i wydobywającego zeń kolory nie przekreślają szansy na wykonanie wyjątkowych zdjęć. Można nawet powiedzieć, że krótka i bardzo ulotna, trwająca zwykle ok. jednej godziny pora dnia między zachodem słońca a zapadnięciem zmroku, tworzy najlepsze okazje do fotografowania miast oraz górskich krajobrazów. Miękkie światło, mniejsze kontrasty i frapujące barwy to tylko niektóre z powodów, dla których warto udać się wtedy na spacer z aparatem.
O swojej dzielnicy, o długiej liście wysp na Pacyfiku, które zostały mu do odwiedzenia, paragwajskich dziurach na Krakowskim Przedmieściu, kompleksie Powstania, fortelu, który pozwolił mu wypłynąć na „szerokie wody”, Ryszardzie Kapuścińskim, ujawnianych w młodości złych skłonnościach do gazet oraz o tym, jak w Królestwie Tonga musiał tłumaczyć, że Polska nie jest już krajem komunistycznym opowiada prawdziwy Warszawiak, OLGIERD BUDREWICZ.
Cykl przygotowany przez specjalistę zdrowia międzynarodowego, doktora nauk medycznych Norberta Rehlisa.
W tej chwili, gdzieś w górskiej dolinie w Pirenejach, a może na pustyni na Bliskim Wschodzie, spotykają się współcześni nomadowie. I wcale nie chodzi tu o Beduinów ze stadem kóz. "Nomadowie" – tak właśnie mówią sami o sobie. Ile w tym prawdy? Spróbujmy się zastanowić, bo rzecz dotyczy niezwykle ciekawego zjawiska związanego z alternatywnymi sposobami podróżowania. Czasem tak radykalnymi, że wprost utożsamiającymi życie z podróżą. A wszystko to równolegle do świata, który wielu z tych włóczęgów nazywa pogardliwie Babilonem. O co chodzi?
Bo właśnie o marzenia chodzi – to od nich wszystko się zaczyna. Są jak skrzydła, które pozwalają wzbić się ponad codzienność. Ale same nie wystarczą, potrzeba jeszcze wiedzy, determinacji i różnorakich umiejętności – energii mogącej je uruchomić. A gdy dodamy do tego wszystkiego pewną dozę szczęścia, to nie będzie już żadnych wątpliwości: czasem się spełniają.
To miasto jest niezwykłe. Ogromne i przyjazne. I można o nim mówić na wiele sposobów, na przykład opowiadając historie. Ja przedstawię trzy. Pierwsza z nich będzie banalna. Zacznę zresztą od końca, od wylotu do kraju. Wylotu z Hongkongu. (...) Lotnisko na Landao. Wiedziałem wcześniej, że jest duże. Ale przecież widziałem już spore lotniska w Europie, więc nie było się czym przejmować. A jednak – nadmierny optymizm prawie mnie zgubił, bo w rzeczywistości wyglądało to tak: po odprawie paszportowej spaceruję sobie po strefie bezcłowej. Ostatnie zakupy i niespiesznie przemieszczam się do swojej Gate 49. Poziom niżej biegnie kolejka dowożąca podróżnych do dalszych bramek, ale co mi tam – mam czas. Do odlotu jeszcze dwadzieścia minut. Gdy zostało ich tylko dziesięć, a byłem w okolicach bramki nr 15, przyspieszyłem kroku. Następnie już całkiem szybko szedłem po płaskich schodach ruchomych (taki taśmociąg dla leniwych podróżnych). Coraz szybciej. Bramka nr 35. Tylko kilka minut do odlotu. Dociera do mnie, że w głośnikach powtarzają coś w rodzaju „Mister Dżerzi Pełlite” i to może być do mnie. Kojarzę „Dżerzi” z podawaną godziną, numerem lotu i miejscem docelowym – robi mi się podwójnie gorąco. To na pewno do mnie. Plecak pod pachę i biegiem po taśmociągu. |
||
| W numerze również: | ||
|
Mozambik – raj i piekło na Ziemi. W „szóstce” prezentujemy obszerny artykuł o tym afrykańskim kraju. Autorka – Joanna Gluza – nie poprzestaje na powierzchownych obserwacjach „turystki”, ale pokazuje ten obcy dla nas świat od kuchni z jego problemami i szansami. W dziale „wyprawa” mamy dla Was coś zupełnie wyjątkowego i naprawdę ekstremalnego – przejazd rowerem przez słynny Canning Stock Router w Australii. Autor tego przejazdu – Jakub Postrzygacz – był pierwszym, któremu się udał ten wyczyn na rowerze. Kolejny artykuł zasługujący na szczególną uwagę to fotoreportaż o Travellersach – ludziach tworzących ciekawą społeczność i szukających alternatywnych wartości w codziennym życiu. Ponadto w tym numerze przeczytacie o najwyższej górze Ameryki Południowej – Cerro Aconcagua, oraz o Hongkongu - wschodnim biegunie cywilizacji. Polecamy wywiad z nestorem polskich globtroterów – Olgierdem Budrewiczem. Dopełnieniem całości są stałe rubryki jak dekalog Grodeckiego, pamiętnik Krzysztofa Wielickiego, recenzje, omówienia i porady medyczne związane z podróżowaniem. |
||
| Dostępność numerów | ||
|
Nakład numeru 3, 4, 9, 13, 14, 17 oraz 18 jest wyczerpany. Pozostałe numery są dostępne. |
||
| Nasi Partnerzy | ||
| Patronaty [wszystkie] | ||