

| globtroter.tv |
| Archiwum | ||
|
Ponad pięćset lat temu na afrykańskim Wybrzeżu Suahili pojawiły się statki Vasco da Gamy, Francisco Almeidy i innych portugalskich odkrywców. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć, jak kilkuset nieokrzesanych rabusiów potrafiło sobie podporządkować handlowe i bogate społeczeństwa Kilwy, Zanzibaru, Mombasy, Malindi. Cywilizacje o tysiącletniej historii z dnia na dzień wpadły w ręce Portugalczyków.
Mariângela Faria zaprasza mnie do domu zaznaczając, że polskie niebieskie oczy są jedyną rzeczą w tym kolorze, która kiedykolwiek znalazła się pod jej dachem. Emerytka ma czerwony basen, do którego nigdy nie nalała wody, czerwony kominek i czerwoną kuchnię. Salon w tym kolorze, łazienkę, sypialnię, mur otaczający dom. Gdzie nie spojrzeć, w ostrym amazońskim słońcu razi jaskrawa czerwień. Wszystko przez miłość do czerwonego byka Garantido, któremu Mariângela poświęciła całe życie.
Podobno miasto San Salvador ma brazylijską duszę, której w komercyjnym i kosmopolitycznym Rio próżno szukać. Mieszkamy w hotelu przy plaży Porto da Barra, na której w XVI w. znalazł się Portugalczyk Tome de Souza i założył pierwszą stolicę kolonialnej Brazylii – Salvador.
Plaże na Goa mają piasek tak drobny, że pod stopami wydaje on odgłos podobny do chodzenia po zmarzniętym śniegu lub do pocieranej w ręce mąki ziemniaczanej. Na początek banał, ale prawdziwy.
Za naszymi plecami widzimy jeszcze Gibe Bridge, a my, lawirując między trzymetrowymi falami, znikamy z oczu obserwujących nas tubylców. – „Nie przyjechaliście tutaj na piknik”! – zdaje się nam obwieszczać Gibe. – „Maciek z lewej! Teraz kontra”! – staram się przekrzyczeć rzekę. Mija dopiero kilka minut naszej wyprawy a już przybijamy do brzegu, by wylać z Palavy przelewającą się przez burty wodę, której nadmiar dramatycznie obniża możliwości manewrowania łodzią.
Jest tylko jedno miasto na świecie, które żyje tańcem i jest tylko jeden taniec, który swe istnienie zawdzięcza miastu. Buenos Aires to tango, zaś tango to płomień, którego nie da się ugasić i smutek, który da się zatańczyć…
Historia zaczyna się na małej uliczce wciśniętej między dwie arterie: ruchliwą, krzykliwą i pełną sklepów rue de Rivoli oraz autostradę biegnącą przez środek miasta wzdłuż Sekwany. Rivoli ma coś wspólnego z azjatyckim bazarem: można znaleźć na niej dosłownie wszystko (świetna okazja! przeceny! tylko u nas!), przechodniów więcej niż miejsca, a korki powodują, że kierowcy mają czas bawić się klaksonami.
Coimbra z racji swojej bujnej historii uważana jest za jedno z trzech najważniejszych miast Portugalii, po Lizbonie i Porto. O tym, jak dużo uroku posiada, przekonaliśmy się, kiedy weszliśmy w ocienione uliczki uniwersyteckie, gdy pokonywaliśmy setki schodów prowadzące na wzgórze Alcáçova i kiedy zmęczeni przysiadaliśmy na ławkach wzdłuż nadrzecznego bulwaru.
Za oknem samolotu widać łańcuch postrzępionych, skalistych szczytów górskich wystający z chmur jak gigantyczna rafa koralowa. Samolot wykonuje szybki zwrot o 180 stopni i wtedy ja też mogę zobaczyć, co wywołało takie zainteresowanie podróżnych. Przylepiony do stromej skalnej ściany pas startowy lotniska został sztucznie wydłużony zbudowanym nad urwiskiem mostem o ponad kilometrowej długości.
Jeszcze nie świta, ale już niecierpliwie kręcimy się na małej półce pod granią tuż przy Green Saddle. Wczoraj po wejściu skalną drogą od północy na wierzchołek Mt. Hicks (rejon Mt. Cook) nie daliśmy już rady powrócić do ciepłego schronu Empress Hut. Aż do późnego wieczora pokonywaliśmy dość trudną grań, ale ciemności zatrzymały nas przed przełączką. |
||
| W numerze również: | ||
|
Wiosna zawitała w Globtroterze na dobre, a wraz z nią gorące brazylijskie klimaty! Najwięcej miejsca poświęciliśmy tym razem krajom portugalskojęzycznym. Mirosław Wlekły przybliży nam niezwykle interesujące, obchodzone w Brazylii święto byka, żywiołowe widowisko pełne kolorów czerwonego i niebieskiego. Wraz z Bogdanem Floriańczykiem odwiedzimy San Salvador, urokliwą pierwszą stolicę ojczyzny karnawału oraz kolebkę słynnej capoeiry. Piotr Jaskólski zabierze nas na kolorowe i tętniące życiem ulice Buenos Aires i opowie o historii powstania ognistego tanga. Portugalskie klimaty odnaleźć można nie tylko w Ameryce Południowej, ale także w pozornie odmiennych Indiach, o czym dowiecie się z artykułu o Goa. Miłośników natury i górskich spacerów z pewnością zachęci materiał Anny Bały dotyczący malowniczej, wiecznie zielonej Madery. Nie zapomnieliśmy też o starym kontynenci – jeśli o Europie to w tym numerze oczywiście Portugalia i uniwersyteckie miasto Coimbra, oraz Paryż z punktu widzenia studentki Anny Moszko. Amatorom mocniejszych wrażeń z pewnością spodoba się reportaż z wyprawy po rzece Omo w Etiopii, a fanom Erica Lafforgue niezwykle piękne, czarno-białe zdjęcia plemion żyjących właśnie w tej okolicy. Oprócz tego stałe rubryki – pamiętnik Krzysztofa Wielickiego i omówienia ciekawych publikacji, a także felieton Piotra Jaskólskiego, który z przymrużeniem oka porusza temat rasizmu. |
||
| Dostępność numerów | ||
|
Nakład numeru 3, 4, 9, 13, 14, 17 oraz 18 jest wyczerpany. Pozostałe numery są dostępne. |
||
| Nasi Partnerzy | ||
| Patronaty [wszystkie] | ||